piątek, 26 lutego 2016

zimowy płaszcz w stylu lat 1940. / 1940s winter coat

Macie czasem tak, że bierzecie się za jakiś projekt, a on idzie wam jak z płatka i po paru dniach kończycie? Bo ja nie. Większość moich ciuchów powstaje w bólach, pocie i krwi, ciągnąc się przez kilka miesięcy.

You know that feeling when the project is easy and pleasant and you finish it quickly? No? Me neither. Usually the stuff that I sew is painful and difficult for me to deal with and it takes me a couple of months to get anything finish.

Tym razem było tak samo. Płaszcz zaczęłam jakoś po Bożym Narodzeniu; pomysł na niego narodził się z frustracji. Ostatnio noszę dużo spódnic, zwłaszcza takich za kolano, i niestety w połączeniu z współczesnym płaszczem nieco za biodra nie wygląda to za dobrze. Ok, wygląda to wręcz niedobrze. Dodajmy do tego zmaltretowane zimowe botki i look "na babcię" gwarantowany (nie na moją, moja ma świetne wyczucie stylu). Stwierdziłam, że muszę uszyć coś, co pozwoliłoby mi prezentować umiarkowany ogar.

This time I started somewhere around Christmas. The idea was to sew a coat that would be perfect for all the skirts I'm wearing recently. My previous coat was an straight-line short modern styled coat that made the skirts worn underneath look pretty awkward. And because I didn't want to end up looking like my grandma (or A grandma, because my granny is more stylish than that) I decided to sew a vintage-styled coat.

Już dawno wzdychałam do tego płaszcza z Collectifu: 

I always longed for this particular coat from Collectif Clothing:

Collectif Clothing - Pearl Coat

Niestety, "Pearl Coat" totalnie nie jest na moją kieszeń, poza tym obejrzałam sporo zdjęć i nie podobało mi się, jak układa się w talii (a raczej nie układa), dlatego postanowiłam uszyć własny.

Unfortunately, it's way too expensive; not to mention I didn't like the way it fits the waist. So eventually I decided to sew one on my own.

Jak wyszło? Jest sporo krzywości, brzydkich wykończeń (rękawy) i niedociągnięć, ale jestem całkiem zadowolona. Szyłam bez żadnego wykroju, zaszewki upinając na manekinie. Płaszcz jest bardzo wygodny i przede wszystkim - co jest dla mnie chyba najważniejsze - cieplutki, bo wełniany i podszyty watowaną podszewką. Szyjąc brałam pod uwagę fakt, że w zimie często noszę grube swetry - dlatego płaszcz nie mógł być wybitnie dopasowany, ale nadrabiam paskiem. Troszkę przegięłam z zapasem w szerokości rękawów, przez co z przełomu lat 30. i 40. zrobiły mi się 40./50.

It's crooked and some parts of it turned out really nasty, but I'm generally happy with it. I didn't use any pattern and drafted the darts on my dummy. The coat is really comfortable and, above all, warm, which is something I value the most. The top layer is wool, lined with wadding. I kept in mind that I tend to wear cosy, thick sweaters in winter, so the coat is slightly loose - but that's what I use the belt for. Unfortunately the sleeves turned out a little bit to wide. That caused the coat to look late 1940s instead of early ones. 

Jeśli chodzi o wady płaszcza, to zdecydowanie należy do nich fakt, że o ile mój wcześniejszy płaszcz był zbyt casualowy, to ten jest... zbyt elegancki. Wierzcie lub nie, ale nie przepadam za przyciąganiem ciekawskich spojrzeń w transporcie publicznym, a płaszcz niestety to gwarantuje. Nie mówiąc o tym, że zakładając do niego spodnie czuję się jak Basmanov z "Iwana Groźnego". Cóż, przynajmniej teraz mam dwa płaszcze do wyboru i co rano decyduję, czy czuję się dziś elegancko, czy jak łajza.

Some other drawbacks may include the fact that the coat is way TOO elegant. It honestly makes me feel slightly uncomfortable. And it doesn't look very good combined with a pair of jeans (everytime I wear the coat this way, I feel like Basmanov from "Ivan The Terrible" or some Russian warrior).

Po tym krótkim wstępie zapraszam na foteły. 
Without further ado, here are the pics.


By the time we got to the place where we were supposed to take pictures, my hair was already a total mess














*awkwardlyclosedeyesbuttheposeisfine*



22 komentarze:

  1. Fajny! Szczególnie w tyle, ładnie się układa :)
    I w ogóle, płaszcz to chyba taki milowy krok w szyciu, przynajmniej ja tak miałam, jak uszyłam pelisę - że to jest też normalny płaszcz, który można normalnie nosić xD Wiesz, taka jakby duma podszyta poczuciem nowych możliwości :D

    "Wierzcie lub nie, ale nie przepadam za przyciąganiem ciekawskich spojrzeń w transporcie publicznym" - mam dokładnie to samo! Dlatego współcześnie wolę wyglądać jak totalny dziad, żeby właśnie wtopić się jakoś w tłum i żeby nikt się nie gapił...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Teraz nagle mam ochotę szyć sobie ciuchy na co dzień :D BO MOGĘ

      Usuń
  2. Ja tam lubiłam denerwować publiczność autobusu. Przynajmniej jasne było, że żadna sieciówka mnie nie ubiera :D (Do dziś mam szczenięcą satysfakcję, kiedy wzbudzam "szemranie" np. jadąc na swing-balety - taka mini-próżność) Płaszcz git - choć wniosłabym poprawki: albo matowe ciemne guziki albo pasek - bardziej retro - pasujący!) no i błagam :D "obwarzanki" na rajstopach :D (Pamiętam z dzieciństwa książeczkę o dziewczynce, co to wiecznie miała "obwarzanki" wokół nóg - sorry musiałam się czepić - tak mi ta bajka siadła w głowie!)Pozdrawiam, śledząc namiętnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, obwarzanki, to znaczy te marszczenia przy kostkach? :D Nie wiem, czy przy pończochach da się tego uniknąć... Guziki miały być ciemne i pasek miał być z materiału, z którego powstał płaszcz, ale życie zweryfikowało i po czekaniu miesiąc na wenę do obszycia guzików w końcu wkurzyłam się i przyszyłam pierwsze guziki, jakie wpadły mi w ręce :P

      Usuń
  3. Myślę, że uwagę możesz przyciągać nie tylko płaszczem, a swoją urodą. <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękny! *_* I bardzo cieplutki, racja :D Jeden płaszcz z Collectif mierzyłam i wyglądałam w nim bardzo smętnie, chociaż teoretycznie był w moim rozmiarze, wydawał się o wiele za duży :/ W ogóle te kapelusz - och i ach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzie dorwałaś Collectif? :O Niestety, ciuchy z sieciówek - nawet tak niszowych jak Collectif - zawsze muszą być dopasowywane do "średnich" wymiarów, dlatego tak podjarałam się szyciem dla siebie. Wtedy nie mam problemu, że talia za szeroka, a biodra pękają!

      Usuń
  5. Wiesz, że ten sam pomysł chodzi mi po głowie przez całą zimę? Jeśli w sieciówkach znajdzie się już jakiś fajny, elegancki płaszcz to często jest zimny i z plastiku (no i jeszcze powalająca cena), więc nie dość, że ci zimno, to jeszcze się pocisz, gdy jesteś zgrzana. A jednak nie mogę się przełamać. Po pierwsze- "no ale jak to tak, ja mam szyć współczesne ciuchy? To do mnie niepodobne". Po drugie, ten sam argument co w Twoim przypadku, ściąganie spojrzeń w miejscach publicznych i zbyt wielka elegancja.

    Twój płaszcz wyszedł całkiem fajnie :) Podoba mi się futrzany kołnierz i to, jak zaznacza talię <3 i kapelusik cudny.

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękny! I cud, że taki Ci się udał bez wykroju i w ogóle :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Szkoda tylko, że jakieś zwierzęta musiały przypłacić życiem ten futrzany kołnierz... :-( Nie powinniśmy się upiększać ani żywić kosztem innych stworzeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biedne, niewinne poliestry oddały życie dla ludzkiej próżności. Znowu!

      Usuń
  8. Piękny płaszcz!!!! Modelka - WOW - przepiękną w tym płaszczu jest.

    OdpowiedzUsuń
  9. Doskonała robota! Absolutnie nie uważam, żeby taki płaszcz był zbyt elegancki na co dzień. To raczej reszta pasażerów komunikacji miejskiej ubiera się zbyt niedbale ;)
    Guziki to nie problem, zawsze można wymienić. A nie myślałaś, żeby obszyć dół, tak jak w oryginale? Myślę, że płaszcz robiłby wtedy jeszcze lepsze wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Akurat futrzany dół mnie nie zachwycił, planowałam raczej obszyć rękawy na wzór Collectifu, ale brakło mi futra :/

      Usuń
  10. Taki płaszcz to moje wielkie marzenie! Ja bym się nie zastanawiała, czy ludzie na mnie patrzą. Pewnie częściej są zachwyceni, zainteresowani i mają inne ciepłe uczucia, większość pozostałych jest obojętna, ma gdzieś, co masz na sobie. Resztą nie należy się przejmować! Płaszcz jest ideolo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! No, staram się chodzić po mieście z takim podejściem :D

      Usuń
  11. Bardzo podziwiam Cię za takie odważne projekty - mnie uszycie wełnianego płaszcza absolutnie przeraża. Ogromnie podoba mi się przód i kształt przy staniku.
    Poza tym, świetne buty. Mogę zapytać, gdzie takie dostałaś? Albo chociaż gdzie takich szukać?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. A kapelusik sama zrobiłaś czy gdzieś kupiłaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kapelusik odkupiłam od koleżanki, która znalazła go w second handzie w Bielsku-Białej - podobno autentyk z lat 50. ;)

      Usuń
  13. Wow, gratuluję odwagi, ja w życiu nie podjęłabym się szycia czegoś tak skomplikowanego bez wykroju. Przód wygląda super, całkiem fajne są też kimonowe rękawy, jednakże nie przekonuje mnie wybrzuszenie, które tworzy się na plecach, choć wydaje mi się, że przy takim kroju trudno byłoby go uniknąć. Sama stylizacja świetna, chętnie zobaczyłabym więcej tej spódnicy :D.

    OdpowiedzUsuń